- Nie szukam twojej aprobaty. - Szkoda - uśmiechnął się jeszcze szerzej. - To coś bardzo specjalnego. Gdy zamówienie było gotowe, zanieśli papierowe łódki wypełnione jedzeniem na pobliski stolik skrywający się pod koronami zielonych dębów. Z najniższych gałęzi, pomiędzy brodami mchu hiszpańskiego zwisały sznury lampek choinkowych. Któryś z klientów włączył radio, dostrajając je do stacji grającej muzykę zydeco, co potęgowało nastrój miejsca. Najpierw zjedli gumbo. Potem Beck zaczął się przyglądać, jak Sayre odwija serwetkę, w którą była zawinięta kanapka. Bułka domowego wyrobu, gorąca, maślana, miękka wewnątrz, z chrupiącą skórką. Pomiędzy dwoma połówkami piętrzyły się tłuste, obtoczone w bułce tartej krewetki prosto z wrzącego oleju, liście sałaty i remulada. Wszystko to Sayre polała jeszcze sowicie sosem tabasco z butelki na stole. Odgryzła spory kęs. - Pyszne - mruknęła, przełykając. - W San Francisco mają niesamowitą kuchnię, ale to smakuje jak... - Jak co? - Jak dom. - Uśmiechnęła się z widocznym smutkiem i tęsknotą. Wpatrywał się w nią, jedząc. Wiedział, że Sayre to zauważyła. Czuła się niezręcznie, będąc w centrum jego uwagi, chociaż próbowała pokryć zmieszanie nonszalancją. Wreszcie zmarszczyła brwi i spytała: - Mam na twarzy sos albo coś w tym stylu? - Nie. - Więc dlaczego tak na mnie patrzysz? Spojrzeniem prowokował ją, by sama zgadła, ale nie podjęła wyzwania. Wrócili do jedzenia. Po jakimś czasie Beck zapytał: - Czy ty się kiedykolwiek pocisz? Spojrzała na niego i zamrugała, nie rozumiejąc: - Słucham? - Jest tu goręcej niż w samym piekle, nie ma wiatru, wilgotność powietrza sięga chyba dziewięćdziesięciu dziewięciu procent, połykasz sos z ostrej papryki niemal łyżkami, a mimo to zupełnie się nie pocisz. Twoja skóra nie jest ani trochę wilgotna. Jak to możliwe? - Ty też się nie pocisz. Beck otarł czoło rękawem i zademonstrował wilgotną plamkę. - Całe litry tego świństwa spływają mi po plecach i zbierają się wokół talii. - Była to oczywiście przesada, co wywołało szczery uśmiech Sayre. - Pocę się, chociaż rzadko - przyznała. - Muszę się naprawdę wysilić. - Ach, dobrze wiedzieć - odparł. - Zaczynałem już podejrzewać, że jesteś kosmitką i w ogóle nie masz gruczołów potowych. Gdy skończyli posiłek, Beck zgarnął śmieci i wrzucił do jednej z beczek po oleju, przekształconych w śmietnik. Wrócił do stolika, usiadł na blacie i oparł stopy na ławce obok Sayre. Zaczerpnął łyk piwa i spojrzał jej w oczy. - Masz coś przeciwko doktorowi Caroe? Ostrożnie odstawiła butelkę i serwetką pieczołowicie otarła jej powierzchnię z kropli wody. - Czy moja niechęć była aż tak widoczna? - Bardzo. Mając do wyboru, wymienić uścisk dłoni z doktorem albo pozostać w moich ramionach... - przerwał i zaczekał, aż popatrzy na niego - wolałaś nie podać dłoni doktorowi Caroe. Wiedząc, jak bardzo mnie nie lubisz, przyjmuję, że musisz nienawidzić tego człowieka. Sayre odwróciła głowę i spojrzała w kierunku grupki ludzi jedzących przy sąsiednim stoliku.

piękna. Bardzo piękna.

Nie, była wobec niego trochę niesprawiedliwa. Przecież od samego początku uprzedzał ją o konieczności posiadania jakiegoś eleganckiego stroju.
- I stamtąd zamierzasz rządzić? Czemu nie stąd?
spotkasz posiadacza chmur. Pięć miliardów osiemnaście milionów...
- Wszystko naraz.
- Kiedyś jakiś podróżnik zjawił się na planecie, która wówczas nie była znana i nie miała swego miejsca ani nazwy

- O sobie. Tylko i wyłącznie.
- Że co? - niegrzecznie wtrącił Pijak.
Mały Książę nie powiedział już nic więcej o swoim spotkaniu z Pilotem na pustyni. Róża jednak rozumiała,
pić! Spróbuj być najpierw przyjacielem dla samego siebie. Pomyślisz o tym?
Z całą pewnością tak, świadczył o tym tamten pocałunek. Odpowiedziała na jego pieszczotę, a jemu prawie odjęło ro¬zum z pożądania... Jęknął na samo wspomnienie.
- Sama jesteś sobie winna. Ja chyba coś mówiłem na ten temat.
- Nie możesz komuś zapłacić, żeby go kochał! Nie dys¬ponuję takimi środkami jak ty, ale...
- Wasza Wysokość też powinien.

- I oka¿a sie ostatnimi snobkami albo idiotkami, jesli nie

60
- Oczywiście - odparła słodko, podczas gdy zastępca szeryfa wracał do swojego wozu. Energicznie włączyła
Z jednej strony miał ochotę pójść do najbliższego baru i znaleźć tam sobie gorącokrwistą kobietę. Potem szklaneczka
- My sie przypadkiem nie znamy? - spytał Nick,
- Wiem. - Ruszyła do drzwi, Nick poszedł za nia. -
- Wiem. Przyjechałes z powodu Marli.
do okna, przypatrujac sie mijanym sklepom. Małe
miastem rozciagało sie czarne, bezgwiezdne niebo. Byc tak
teraz był swiadkiem jej nieszczescia i walki o zachowanie
że Mary Beth rosną piersi. Pocałował ją i wsadził rękę do jej majtek, kiedy miała dwanaście lat. Mary Beth
¿e ktos był w moim biurze... to znaczy w gabinecie, tutaj, w
Paris. Ale na ta mysl ogarniało ja przera¿enie.
zawładnac całym soba, całujac jej szyje, smakujac jej goraca
252

©2019 www.omnibus.do-stary.walbrzych.pl - Split Template by One Page Love